Urszula Łobodzińska, wiceprzewodnicząca prezydium Krajowego Zarządu KNSZZ Ad Rem, podkreśla, że cała sytuacja z poprawką jest bardzo źle odbierana przez pracowników sądów, którzy liczyli na podwyżki wyższe niż 3 proc.
– Coraz głośniej mówi się o konieczności protestu, bo powiedzmy sobie wprost – w sądach sytuacja, jeśli chodzi o wynagrodzenia, jest bardzo zła. To z kolei będzie skutkowało tym, że osoby z dużym doświadczeniem i wiedzą znajdą miejsce w innych podmiotach za wyższym wynagrodzeniem albo za takim samym wynagrodzeniem, ale za spokojniejszą, mniej obciążającą pracę.
– Proszę też zauważyć, że w tym roku wynagrodzenia sędziów i w ogóle przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wzrosło o 14,74 proc., a szeregowych pracowników o 5 proc. W przyszłym roku wynagrodzenia orzeczników i wynagrodzenie przeciętne mają wzrosnąć o 8,83 proc., a nasze – po tej skandalicznej poprawce – tylko o 3 proc. Nie muszę tłumaczyć, że kwotowo to są gigantyczne różnice. I my mamy świadomość tego, że sędziowie muszą dobrze zarabiać. Ale w tym momencie dysproporcje pomiędzy wynagrodzeniami w sądach, różnice w poziomie życia są ogromne i cały czas się pogłębiają. Rosną też zarobki w ogóle w społeczeństwie, co pokazuje wzrost przeciętnego wynagrodzenia, a nasze pensje znowu mają być praktycznie mrożone – zwraca uwagę. Dodaje, że rozgoryczenie wynika też z faktu, że nadal nie ma projektu ustawy o pracownikach sądów.
– Z tego, co nam mówiono, wynika, że nie zostanie w niej też zawarte uzależnienie wynagrodzenia pracowników sądów od wynagrodzeń sędziów czy od średniej płacy – o co postulowaliśmy. Więc nawet jeśli ustawa zostanie przeprocedowana, znowu co roku będziemy musieli się wykłócać o każdy procent, co jest po prostu uwłaczające – wskazuje Łobodzińska.
Czytaj więcej na Prawo.pl

